Z językiem polskim robi się obecnie wszystko. Kaleczymy go na wszelkie możliwe sposoby. Czas powiedzieć sobie DOSYĆ! Ludzie, dbajcie o to, jak mówicie i piszecie!
dylematy filolożki

Blog > Komentarze do wpisu

Iż i aczkolwiek

Dwa słowa, których szczerze nienawidzę. Darzę je nienawiścią absolutnie szczerą i całkowicie bezinteresowną.

i aczkolwiek

jest synonimem wspaniałego spójnika "że". Znaczy dokładnie to samo, ale poza znaczeniem wszystko ma od "że" gorsze.  jest pretensjonalne, książkowe i nadęte. Rzadko, bardzo rzadko spotyka się je w kontekście, który sprawia, że brzmi normalnie.

jako synonim "że" nie spełnia też podstawowej funkcji synonimu, tzn.  nie da się dla urozmaicenia użyć w jednej wypowiedzi z "że". Tak jak robi się np. z "i" oraz "oraz".

Przykład 1:
Zdzisław poszedł pić oranżadę i wodę mineralną oraz jeść śledzie.

Przykład 2:
Wiesław poinformował Mieczysława, że Zdzisław powiedział, nie czuje się dobrze.

Jak to brzmi? No właśnie. Podsumowując, jest do niczego.


Teraz weźmy się za aczkolwiek. Aczkolwiek jest jeszcze bardziej nadęte i pretensjonalne od iż. Bardziej pretensjonalne od aczkolwiek jest chyba tylko i wyłacznie słowo "egzemplifikacja".

Aczkolwiek od biedy można zaakceptować w języku pisanym (wypada szczególnie dobrze w protokołach sądowych i pismach z urzędu skarbowego). Najczęściej lepiej używać po prostu: "chociaż", "choć", "ale", "jednak", "jednakże" itd. Do wyboru, do koloru.

Z moich prywatnych obserwacji wynika, że aczkolwiek w języku mówionym stosują przede wszystkim ludzie, których można obrazowo opisać jako tych, którzy "wolą jazz od bułki z dżemem".

Uważajcie na i aczkolwiek.

środa, 17 lutego 2010, poeciak
Komentarze
2010/02/17 01:53:44
Bardziej pretensjonalne od aczkolwiek jest chyba tylko i wyłacznie słowo "egzemplifikacja".

A co sądzisz o "celebracji" (w sencie obchodów), od której mnie bolą zęby?
-
2010/02/17 03:11:13
"Celebracja" w tym znaczeniu rzeczywiście średnio brzmi. Wolę po prostu "świętowanie", "obchody" itd. Nie wiem, co na to eksperci.

Warto pamiętać, że słowo "celebracja" funkcjonuje w języku polskim, tylko że ma nieco inne znaczenie: sjp.pwn.pl/lista.php?co=celebracja .
-
2010/02/17 07:48:36
Jest jeszcze jedno slówko, które trąci myszką i pretensjonalnością, w moim odczuciu. Jest to słówko jednakowoż. I iż i aczkolwiek i jednakowoż nadużywane są przez tych, którzy z naszej mowy próbują uczynić polszczyznę kandyzowaną.
-
2010/02/17 14:47:52
Ten blog to moje nowe odkrycie i muszę przyznać, że podoba mi się jego idea. Aczkolwiek ;) to wymarzone miejsc do wyżywania się różnego rodzaju desperatów, których głównym hobby jest poczuczanie innych.

Co do notki: trudno się nie zgodzić, co do "iż". Są jest pewien zbiór zasad dotyczących tego słowa, którymi kierują się np. tłumacze. A pierwsza zasada brzmi: jeśli to możliwe - unikać.
Co innego z "aczkolwiek". W przeciwieństwie do "jednakowoż", słowo to reprezentuje pewien ogólnie akceptowany rejestr i nie ma powodu, by wpisywać go na listę słów, których powinniśmy się wstydzić.

Myślę, że należy rozróżniać dwa rodzaje niechęci w stosunku do słów: intuicyjną i przedmiotową. Intuicyjna polega na negatywnym postrzeganiu danej formy językowej lub, bardziej ogólnie, cech konkretnego idiolektu, rejestru lub stylu, wynika zaś z uprzedzeń. Dlatego często wydaje nam się, że forma, do której żywimy niechęć, jest niepoprawna.
Niechęć przedmiotowa wynika ze świadomości niepoprawnego użycia słowa.
Na szczęście autora bloga bloga cechuje profesjonalne podejście do postawionego sobie zadania, a rzeczowe informacje dominują nad intuicyjnym podejściem do tematu :)
-
2010/02/17 16:25:40
Pełna zgoda, szczególnie w ostatniej kwestii. ;)
Powyższa notka jak najbardziej prezentuje moje osobiste i subiektywne odczucia. Nie bagatelizowałbym wagi intuicji w języku. Gdyby nie to, że każdy z nas "czuje" język inaczej, byłoby po prostu nudno.
Niechęć do określonych słów czy wyrażeń nie zawsze musi wynikać z przeświadczenia o ich niepoprawności. Ba! W moim przypadku niechęć do "aczkolwiek" nie wynika nawet z przekonania, że to słowo można w sposób absolutnie obiektywny nazawać nadętym i pretensjonalnym. O poprawności w ogóle nie wspominam!
Po prostu, dla mnie w większości przypadków "aczkolwiek" brzmi pretensjonalnie. Zauważam, że bardzo często jest używane w nieodpowiednim rejestrze, w złym kontekście. Ostrzegam przed nim, licząc na to, że nie jestem w mojej niechęci odosobniony.
"Aczkolwiek" nie lubię bardziej od "iż" chyba ze względu na to, że mimo wszystko nadaje się do zastosowania w wielu przypadkach. Ale nie jest to słowo łatwe. Niestety, żeby używać takich słów, nie narażając się na śmieszność, trzeba mieć trochę wyczucia.
Dlatego uważam "aczkolwiek" za bardziej niebezpieczne. O ile "iż" używają chyba tylko komornicy i ludzie żyjący myślami w czasach romantyzmu ;), o tyle "aczkolwiek" staje się chyba coraz bardziej popularne. I coraz częściej zgrzyta.
A może przesadzam i za parę lat "aczkolwiek" wejdzie pełną gębą do mowy potocznej?
-
2010/02/18 04:06:59
Mało jest rzeczy bardziej irytujących, niż wymądrzanie się ignorantów. Co by komuś szkodziło zerknąć wcześniej do słownika?
1. Bzdurą jest zdanie: Iż jako synonim "że" nie spełnia też podstawowej funkcji synonimu, tzn. iż nie da się dla urozmaicenia użyć w jednej wypowiedzi z "że".
Słownik Poprawnej Polszczyzny (Markowskiego): Przyimka iż można używać, żeby uniknąć kilkukrotnego powtórzenia spójnika że w jednym zdaniu. Np.: Wiedział, że go śledzą i że nie dadzą mu spokoju za to, iż wydał wtedy ich wspólnika.
2. Która wypowiedź lepiej brzmi (zwłaszcza dosłownie, to znaczy głośno wymówiona): "Być może, że wcale nie wyjadę" czy "Być może, iż wcale nie wyjadę"?
-
2010/02/18 12:37:38
Lepiej brzmi "Być może, że wcale nie wyjadę". Chociaż ja bym powiedział "możliwe".

Przytoczony słownikowy przykład brzmi dla mnie strasznie sztucznie. Nic na to nie poradzę.

Za "wymądrzanie się ignorantów" dziękuję uprzejmie i życzę miłego dnia.
-
2010/02/18 17:23:33
A nie lepiej powiedzieć znacznie naturalniej brzmiące "Możliwe, że wcale nie wyjadę"?
Moim zdaniem "iż" brzmi wręcz pretensjonalnie i jest bardzo często używane przez ludzi, którzy chcą brzmieć mądrze. Niewiele im to daje.
-
2010/02/18 17:24:45
Ups, przepraszam, nie przeczytałam komentarza pod moim i nie zauważyłam, że ten przykład był już podany.
-
2010/02/19 00:33:00
Zbitka "że-że" (możliwe, że) brzmi dla ciebie lepiej? Gratuluję słuchu i wyczucia językowego.
Oczywiście wolno ci lekceważyć słownikowe przykłady, żeby tylko postawić na swoim. Poczytałem trochę twoich wpisów na tym blogu oraz na Świątyni głupoty i Dobrych piosenkach. Gdzieś przy piątym elementarnym błędzie językowym dałem sobie spokój.
"Zgłębianie tak na prawdę prostych tematów w niebanalny..." (13 czerwca 2008). Ortografia jak u ministra Podkańskiego to zwykłe niechlujstwo (bo 28 kwietnia 2008 napisałeś "A tak naprawdę wystarczy ich posłuchać"), ale dobrze byłoby wiedzieć, że zwrot "tak naprawdę" nie dość, że jest pleonazmem, to zwykle nie zawiera żadnej treści (wyrzuć ten zwrot z obu przykładów i zobacz, czy coś z treści ubyło).
"Zespół Akurat istnieje od połowy lat 90-tych." (13 maja 2008) SPP: [przy liczebnikach porządkowych] Niepoprawne jest dopisywanie końcówek fleksyjnych po cyfrach rzymskich lub arabskich".
"Miło powspominać stare, dobre czasy. Sam nie wiem dlaczego, ale ta piosenka nastraja
mnie troszku nostalgicznie." (22 marca 2008). "Troszku" to oczywiście żarcik, ale zobacz do słownika, co to jest nostalgia.
A może po prostu napisz słownik twojej polszczyzny. Być może zrobi karierę.
-
2010/02/19 03:44:03
Zbitka że-że brzmi źle, ale według mnie że-iż niekoniecznie lepiej. I już.
Dzięki za wytknięcie wpadki z "naprawdę". Już poprawiłem, żeby nie kłuło w oczy. Tekst z Podkańskim intrygujący.
Jeszcze większe dzięki za lata 90. Też poprawione, a dodatkowo zakodowane w głowie.
"Tak naprawdę" nie jest przecież klasycznym pleonazmem. Ten zwrot jednak coś oznacza, czemuś służy. Nie jest to pewnie twór najpiękniejszy i rzeczywiście może świadczyć o "przegadanym" stylu. Zacytowane zdania bez "tak naprawdę" miałyby mniej więcej ten sam sens - zgoda. Podobnie jak niektóre Twoje zdania bez "tylko", "oczywiście" czy "po prostu".
Nostalgia to «tęsknota, zwłaszcza za krajem ojczystym». Tak właśnie nastrajała mnie ta piosenka. Rzecz jasna o kraju ojczystym mowy być nie może, ale czy nostalgiczny nastrój we wspomnieniach czasów licealnych naprawdę jest zakazany?
Za korektę archiwalnych wpisów niezmiernie dziękuję. Tylko nie do końca wiem, co chciałeś w ten sposób osiągnąć. Podważyć moje kompetencje, wiarygodność? Nie jestem polonistą, ani tym bardziej językoznawcą. Nie uważam się za nieomylnego i cieszę się z krytycznych komentarzy. Mam nadzieję, że mimo wszystkich moich elementarnych ułomności, tym blogiem zdziałam więcej dobrego niż złego.
Rozumiem Twój sarkazm, a nawet złośliwość. Skoro sam przyjąłem miejscami ostry styl pisania o cudzych błędach, za swoje najwyraźniej będę musiał obrywać podobnie.
W sumie cieszę się, że nie napisałem czegoś mocniejszego, w stylu: nonsensopedia.wikia.com/wiki/I%C5%BC . Dopiero by mi się dostało...
-
2010/02/19 04:06:22
Może jeszcze jedno wyjaśnienie.

Znalazłem ciekawy opis problemu iż-że. Z blogu prof. Ewy Kołodziejek ( www.ewakolodziejek.pl/corrida.htm ).

Polecam lekturę całości, zacytuję fragment:

--------------------------------------------------------------------
Takie bowiem mamy zastrzeżenia do spójnika iż: nadużywa się go w języku potocznym i w stylu dziennikarskim, stosując zamiast neutralnego że. Według autorów Nowego słownika poprawnej polszczyzny spójnika iż można używać tylko wtedy, gdy się chce uniknąć kilkakrotnego powtórzenie spójnika że w jednym zdaniu. Np. Wiedział, że go śledzą i nie dadzą mu spokoju za to, iż wydał wtedy ich wspólnika. W innych wypadkach używanie go jest manieryczne i pretensjonalne.

Nieco inne zdanie na ten temat miał Witold Doroszewski, który tak pisał: "Spójnika iż nigdy nie używa się w mowie potocznej. Niektórzy w tekstach pisanych używają formy iż w wypadkach, kiedy chodzi o to, żeby uniknąć powtórzenia spójnika że, na przykład: spodziewał się, że posłyszy, iż jej tam nie było. Nie jest to jednak zabieg stylistyczny godny polecenia: widać że ktoś nie umiał sobie ze zdaniem lepiej poradzić, a użycie w charakterze wariantów form że - iż nie ratuje sytuacji."

Choć zgadzam się ze zdaniem Profesora wiem, że czasem nie sposób inaczej zdania sformułować, jak tylko stosując podwójny spójnik że. Wtedy forma iż pomaga w zachowaniu stylistycznego i składniowego ładu wypowiedzi.
--------------------------------------------------------


Oczywiście, nie traktuję tego tekstu jako wyroczni i dowodu mojej racji, tym bardziej, że przedstawia on różne punkty widzenia. Chcę pokazać, że to co pisałem, nie jest tylko i wyłącznie moim wymysłem.
-
2010/02/19 12:01:43
Widzę, że muszę zejść na poziom łopatologiczny.
W pierwszym moim komentarzu napisałem, że mało jest rzeczy bardziej irytujących, niż wymądrzanie się ignorantów, bo w notce o iż (Iż jako synonim "że" nie spełnia też podstawowej funkcji synonimu, tzn. iż nie da się dla urozmaicenia użyć w jednej wypowiedzi z "że") pleciesz bzdury świadczące o tym, że wcześniej nawet nie zerknąłeś do słownika.
Nie traktuję słowników jako wyroczni (tam też są błędy i sądy kontrowersyjne), ale jako elementarz, który należy znać, zanim się zacznie wymądrzać. Ciebie przyłapałem (rzuciwszy tylko okiem na twoje blogi) na kilku błędach na poziomie podstawówki. Z taką niewiedzą nie ośmieliłbym się pisać o języku, a jeżeli już, to robiłbym to z ogromną pokorą.
Co chciałem osiągnąć wytykając ci błędy? Napisałeś: Nie bagatelizowałbym wagi intuicji w języku. Zgoda, ale to musi być podbudowane wiedzą przynajmniej na poziomie górne granice stanów średnich. Ty zaś nie piszesz o błędach w języku polskim, tylko o tym, co ci się wydaje, że jest błędem. Jak w odpowiedzi ucznia na pytanie o bitwę pod Grunwaldem: Wydaje mi się, że było to w roku 1331 pod Płowcami (Zbitka że-że brzmi źle, ale według mnie że-iż niekoniecznie lepiej). W wielu sprawach masz rację, ale w twoich blogach ROI SIĘ od błędów. Elementarnych! Garść przykładów wyłącznie z JEDNEJ STRONY.
-
2010/02/19 12:05:47
[genialni informatycy nie wpadli na to, że ktoś może pisać w swoim edytorze tekstu i potem wklejać gotowy tekst, więc system mnie blokuje komunikatem: "Tempo wpisania komentarza wskazuje, że być może jesteś automatem spamującym. Poczekaj chwilę i spróbuj wysłać ponownie.". K..., sami jesteście automatami spamującymi].
Najczęściej jednak chyba właśnie na linii obsługa-klient". Jak miłośnik polszczyzny może serio używać urzędniczego potworka na linii w odniesieniu do stosunków między ludźmi? Za komuny mówiło się drwiąc z partyjnej nowomowy po linii i na bazie. Miałeś dziadka w komitecie powiatowym PZPR?
Darzę je nienawiścią. Pal diabli, że odcinku, w którym krytykując jakieś słowo za to, że jest pretensjonalne sam używasz górnolotnego słowa darzyć. Słowo to kiedyś znaczyło obdarowywać. Jasne, że można komuś podarować coś brzydkiego czy bezwartościowego, ale wątpię, żeby przed tobą ktoś kiedykolwiek użył takiej zbitki słownej. W sumie masz więc powód do dumy. Pozostali użytkownicy polskiego używają jednak dzisiaj słowa darzyć wyłącznie w kontekście pozytywnym. Darzy się kogoś szacunkiem, zaufaniem, miłością.
Teraz weźmy się za aczkolwiek. Po polsku bierzemy się do czegoś. Ten błąd naukowo nazywa się rusycyzmem.
Powyższa notka jak najbardziej prezentuje moje osobiste i subiektywne odczucia. Wiesz ile pięter ma ten pleonazm? Widziałeś kiedyś odczucia obiektywne?
Piszesz nadęte i pretensjonalne, tylko i wyłącznie, Rozumiem Twój sarkazm, a nawet złośliwość (sarkazm to złośliwa ironia), Z moich prywatnych obserwacji (choć na wstępie deklarujesz, że zajmujesz się polszczyzną amatorsko, a więc nie masz służbowych obserwacji). Maria Czubaszek wymyśliła mojego osobistego narzeczonego. Tylko, że ona żartowała. Dla pewności: wszystkie te zwroty to masło maślane.
-
2010/02/19 12:07:40
Piszesz: czy nostalgiczny nastrój we wspomnieniach czasów licealnych naprawdę jest zakazany?. Zakazany nie, ale dużo lepiej by było, gdybyś tego przymiotnika używał tylko w odniesieniu do tęsknoty za ojczyzną. Mieszkasz w Paryżu i tęsknisz za Polską, czyli ogarnęła cię nostalgia. Nie byłby to aż taki problem, gdyby nie to, że coraz więcej ludzi myśli, że nostalgia to wykwintne określenie każdej tęsknoty i mówi: Ogarnęła mnie nostalgia za ojczyzną. Co by ci szkodziło, gdybyś na określenie żalu za latami szkolnymi użył słowa, które jest stuprocentowo poprawne i nikogo nie wprowadzi w błąd (że wspominasz lata szkolne spędzone w ojczyźnie, w której już nie mieszkasz)?
Od ludzi deklarujących, że są miłośnikami polszczyzny wymaga się więcej, niż od przeciętnego użytkownika. Twoja wiedza pokazuje, że należy od ciebie wymagać mniej.
Iż jest zwrotem pretensjonalnym i należy się go wystrzegać, ale są sytuacje, w których jest niezastąpiony. Tylko tyle i aż tyle.
Tak naprawdę jest pleonazmem, bo tak w tej zbitce jest zbędne. A do tego zwrotem potwornie nadużywanym. Rymanowski z TVN w każdym swoim programie wymawia go kilka, a nawet kilkanaście razy. Widać to też w twoich blogach.
-
2010/02/19 12:09:23
Nie wspominam tu o językowych niuansach (drobny wyjątek: tego rodzaju językowe eksperymenty zdarza się oczywiście usłyszeć - niby wszystko OK, ale - może kiedyś sam na to wpadniesz), proponuję ci za to mały eksperyment. Wydrukuj sobie to, co napisałeś na tej stronie i schowaj w bezpieczne miejsce. Za 15-20 lat wyciągnij i przeczytaj. Uśmiejesz się serdecznie, bo zakładam, że mimo wszystko twoja znajomość polszczyzny przez te lata wzrośnie.
Jak tak mam z moimi zeszytami z podstawówki.
Ponieważ zaintrygowała cię moja aluzja do Podkańskiego, wyjaśniam, że to były minister kultury z osobliwą wiedzą (kazał sekretarce umówić go z Józefem Czapskimi, który wtedy już nie żył, płyty analogowe poprawił na analogiczne) i ortografią (w oficjalnym dokumencie napisał od kąd).
Ponawiam propozycję, żebyś napisał słownik twojej odmiany polszczyzny. Kasy na tym raczej nie zrobisz, ale na pewno się wyróżnisz. I jeszcze raz szczere gratulacje za odwagę. Nie lepiej jednak jechać do Afganistanu albo zostać strażakiem?
-
2010/02/19 13:24:58
Dwie sprawy:

Krytykę przyjmuję, chociaż widzę, że w paru miejscach trochę się zapędzasz. Np. najpierw kategorycznie każesz mi lecieć do słownika po znaczenie "nostalgii", a potem piszesz, że "dużo lepiej by było...". Przyczepiasz się nawet do niewinnego "darzyć nienawiścią", które moim zdaniem w tej notce pasuje (i wbrew temu, co napisałeś, można na nie tu i ówdzie trafić). Używanie oksymoronów tępisz tak samo zaciekle jak wszystkie pleonazmy?

Druga sprawa - kultura wypowiedzi. Nie rusza mnie specjalnie, że nazywasz mnie ignorantem, szczególnie że popierasz to argumentami. Z częścią wypada mi się nawet zgodzić.

Ciekawi mnie, dlaczego piszesz "ciebie", "ty" "twoich" małą literą. Świadomy zabieg czy może pogląd, że na minimum Twojego szacunku trzeba sobie jakoś wybitnie zasłużyć?

Nie podoba mi się natomiast osobista wycieczka, do tego w kierunku moich przodków. Żeby było śmieszniej, używasz jej przy dyskusyjnym "na linii", a nie przy jakimś karygodnym potknięciu. Trochę wstyd, ale rozumiem, że jeśli chodzi o kulturę osobistą, nie musisz mieć aż tak wyśrubowanych standardów, jak w przypadku języka polskiego.
-
2010/02/19 14:56:22
Mnie "ty" bez wielkich liter nie przeszkadza, ale rzeczywiście - cytując samego siebie - co by szkodziło napisać duża literą. Przepraszam.
To z dziadkiem z PZPR to było dowcipne - w moim zamierzeniu - nawiązanie do "dziadka z Wermachtu". Chodziło mi o wyrażenie zdumienia i złości (nie na Ciebie, tylko na to, że taki potwór językowy przetrwał komunę).
"Dużo lepiej by było" przy nostalgii to była delikatna ironia. Błędy językowe bardzo rzadko wyrządzają fizyczne szkody. To nie kule karabinowe, tylko czarne znaczki na białym tle, dlatego napisałem, że [błędne] użycie terminu nostalgia nie jest zakazane. Ale dalej jest błędne. Dlatego też możesz śmiało twierdzić, że pokraczny oksymoron "darzyć nienawiścią" jest niewinny. Ani on, ani Ty nie pójdziecie za to do więzienia, ale ktoś, kto używa takiego oksymoronu - o ile nie robi tego świadomie, na przykład dla celów artystycznych - pokazuje swoją nieporadność językową. Od strony formalnej jest to rażący błąd, z tej samej serii, co "strasznie mi miło" czy "eksport wewnętrzny" (było coś takiego za komuny).
"Nie podoba mi się natomiast osobista wycieczka, do tego w kierunku moich przodków" - to błąd tego samego rodzaju (choć mniej rażący), co "na linii". Pisać należy jak najprościej: wobec moich przodków. "Na linii kelner-konsument" to ponury biurokratyzm i nie ma tu najmniejszego marginesu na dyskusję, jak z datą bitwy pod Grunwaldem. Ale żyjemy w wolnym kraju i dopóki nie naruszasz ustaw, to możesz wyrażać dowolne poglądy na dowolny temat, w tym na temat języka polskiego.
Kultura osobista faktycznie nie jest dyscypliną, w której wystartowałbym w programie "Mam talent", zwłaszcza, gdy mam do czynienia z ignorantami przekonanymi o swojej wiedzy. Wtedy staję się obcesowy. Ale nazywając ignoranta ignorantem nie tylko nie naruszam norm obyczajowych, przeciwnie - wypełniam polecenie Norwida, aby "odpowiednie dać rzeczy słowo".
Z drugiej strony przywiązuję się do starych znajomych. A to już moja czwarta wymiana myśli z Tobą, więc grozi mi, że Cię polubię. Coraz bardziej imponuje mi Twoja odwaga. Gdyby mnie ktoś pokazał, że w kilkunastu zdaniach z jednego czy dwóch dni zrobiłem kilkanaście elementarnych błędów, to na jakiś czas zaszyłbym się do mysiej dziury, zapisał się do PiS-u albo zrobił coś jeszcze bardziej desperackiego (przeczytał powieść modnego młodego pisarza, zjadł swoje sznurówki, poszedł na spektakl Krystiana Lupy...).

"rozumiem, że jeśli chodzi o..." to błąd zwany anglicyzmem. Po polsku - na przykład - "Domyślam się, że jeśli chodzi o..."
-
2010/02/19 15:06:00
Ten ostatni akapit powinien być gdzieś wyżej.
I jeszcze jedna uwaga, osobista. Choć od czasu do czasu zarabiam na przyłapywaniu innych na błędach językowych, to kudy mi do prawdziwych znawców w rodzaju Walerego Pisarka czy Jana Miodka. Ja tylko dość dobrze opanowałem język polski na poziomie przełom podstawówki - początek ogólniaka. Szczerze życzę Ci, abyś jak najszybciej mnie prześcignął.
-
2010/02/19 15:31:21
O ile "darzyć nienawiścią" wyrwane z kontekstu może wzbudzać emocje, o tyle "Darzę je nienawiścią absolutnie szczerą i całkowicie bezinteresowną" to przecież zdanie utrzymane w pewnym stylu. Według mnie trzyma się kupy. Nazwać tego celem artystycznym oczywiście nie śmiem, bo zostałbym wyśmiany po raz kolejny.

Zastanawiam się w ogóle, czy różnice zdań pomiędzy nami do pewnego stopnia nie wynikają z nieporozumienia - notkę w zamierzeniu przestylizowaną i luźną potraktowałeś poważnie i dosłownie. Nie wiem, może nie wychodzi mi pisanie z przymrużeniem oka.

Zastanawia mnie jedno. Sądy kategoryczne to Twoja mocna strona. Nie zostawiasz właściwie żadnego marginesu, w kategorię błędu (ba! błędu elementarnego! z podstawówki!) wrzucasz każde odchylenie od bardzo restrykcyjnej normy. Robisz tak na wobec wszystkich, czy tylko w stosunku do aspirujących miłośników polszczyzny? Pytam bez złośliwości. Jestem po prostu ciekawy, bo przy tak ortodoksyjnym podejściu ja męczyłbym się na każdym kroku, słuchając, czytając, a tym bardziej pisząc.

Aha, będę się starał prześcignąć Cię znacznie wcześniej, niż w ciągu wspomnianych 15-20 lat. Huhuhu! Skoro skompromitowałem się już całkowicie, co mi szkodzi - będę w dalszym ciągu ciosał mój język przy pomocy tego skromnego blogu.

Jeśli nie przeraża Cię perspektywa polubienia mnie i jeśli masz ciągoty masochistyczne, zapraszam do dalszych komentarzy.
-
2010/02/19 15:55:29
Ech, motywujesz mnie do poszukiwań, nie da się ukryć.

Pleonazmy: poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10571

Jak widać, że nie wszystko jest takie proste.
-
2010/02/19 16:23:45
Przychodzę wyrazić swój zachwyt. Taki ze znakiem wodnym. Utkany z jedwabiu podziwu, bez domieszki syntetycznego sarkazmu czy cynizmu.
Specyficzna to sytuacja, gdy Dosmucacz jawi się jako wirtuoz subtelnego poczucia humoru, swobody swej narracji - która nie okalecza ładunku merytorycznego jego wypowiedzi.
Pełna powabu rzeczowość, która nie pachnie ani malkontenctwem, ani miałką potrzebą dyskontowania innych, by dopieścić swoje ego.
Sprawne pióro zawsze korzysta z atramentu myśli. Sedno zawsze tkwi w pigmencie.
Błędy ortograficzne Gospodarza blogu o takim profilu - dyskwalifikują jego apsiracje do uprawiania misji uzdrawiania naszego języka.
Dyskwalifikują po migdałki takiego projektu, by nie rzec - po jądra;-)
Bo górnolotny apel - z tytułu błoga - uderza w niego samego.
Nie jest to sugestia, by kasować ten adres - tym bardziej, że od początku jest dla mnie wentylem na wszelkie bolączki duszy - ale nie językowe.
Niech więc pełni dalej swą terapeutyczną rolę - to też ważka funkcja.
Dosmucacz - przyjmij kobiecą wdzięczność za ucztę, za rzadką możliwość poczytania sensownego Mężczyzny.
-
2010/02/19 18:08:34
Proszę zostawić moje jądra w spokoju! A przynajmniej nie używać ich w jednym komentarzu z Panem Dosmucaczem!
-
2010/02/19 18:27:49
Gdzieżbym śmiała! Jądra projektu nie są genitaliami jego pomysłodawcy. To jakby oczywiste:-)
-
2010/02/19 18:54:41
arscribendi,
Jestem pod wrażeniem! Znak wodny na zachwycie, a przy tym utkany z jedwabiu... (wiesz, co to jest i jak się robi znak wodny?). Gdyby Szekspir ożył i to przeczytał, natychmiast ponownie by umarł, z zachwytu i zawiści, że to nie on. A tego subtelnego przejścia od migdałków po jądra nie powstydziłby się nawet Marcin Daniec. Onuce z głów!
Wracam do wymiany myśli (Słonimski mawiał, że nie lubi wymieniać myśli, bo zwykle na tej wymianie traci) z poeciakiem.
Ekspert z poradni językowej PWN w drugim akapicie słusznie pisze: "W tropieniu pleonazmów i tautologii w języku łatwo popaść w przesadę. Wiele przykładów powielania treści reprezentuje całkowicie poprawną polszczyznę (np. Kukułka kuka). Ale czy z pierwszego akapitu wynika aprobata dla "tylko i wyłącznie"? Facet pisze: "Niektóre pleonazmy akceptujemy na mocy zwyczaju językowego przykładem podobnym do tylko i wyłącznie jest krótko i węzłowato". Następnie przytacza argumenty, dla których zwolennicy pleonazmu upierają się przy swoim: "Być może w opinii Pani znajomych tylko i wyłącznie jest lepsze niż samo tylko i samo wyłącznie, gdyż brzmi dobitniej?" Rozumiesz tę subtelność? Tu już nie chodzi mi o wykazanie, kto z nas dwóch ma rację. Załóżmy, że ja napisałem "tylko i wyłącznie", a Ty to piętnujesz. To JEST pleonazm i wystarczy napisać albo samo "tylko", albo samo "wyłącznie", żeby powiedzieć to samo (aż chce się napisać "dokładnie to samo").
W zdaniu "Jak widać, że nie wszystko jest takie proste" znowu zrobiłeś błąd (też rodzaj tautologii), ale myślę, że to przez nieuwagę, a nie brak wiedzy. Gdyby jednak przez brak wiedzy, to wyjaśniam: "Widać, że nie..." lub "Jak widać, nie..."
"będę w dalszym ciągu ciosał mój język przy pomocy tego skromnego blogu." Tu już na bank nie wiesz, że "przy pomocy" to tylko kogoś lub czegoś żywego. Odśnieżyłem chodnik przy pomocy dwóch kolegów. Odstraszyłem napastnika przy pomocy psa. Ale: odśnieżyłem chodnik za pomocą łopaty, odstraszyłem napastnika za pomocą sztachety. A więc będziesz ciosał swój język za pomocą blogu.
Proszę Cię, nie broń nieszczęsnego "darzenia nienawiścią". Nie warto.
Nie jest prawdą, że - jak piszesz - każdy błąd nazywam "elementarnym" czy "z podstawówki". Uwierz mi, że w Twoich blogach jest też pełno błędów lżejszych, nie mówiąc już o zwrotach i sądach dyskusyjnych. Zająłem się tylko błędami właśnie elementarnymi.
Bliska prawdy jest Twoja opinia, że narzucam bardzo restrykcyjne normy, choć wolałbym określenie, że zawieszam (także sobie) wysoko poprzeczkę wymagań. Jakiś zwrot może być słownikowo poprawny, ale ja przy nim majstruję, bo jest na przykład za długi. Ty nienawidzisz "iż" i "aczkolwiek", choć są poprawne (w ograniczonym zastosowaniu).
Tak, męczę się zarówno gdy czytam cudze teksty, zwłaszcza te pisane bez najmniejszego wysiłku umysłowego, jak i wtedy, gdy sam piszę. Dlatego staram się czytać jak najlepszych autorów, a w pisaniu osiągnąłem pewną sprawność rzemieślniczą. Niestety, w tych moich wpisach tego nie widać, bo z barku czasu (oraz tego, że są to tylko komentarze do Twojego blogu, nie firmuję tego swoim nazwiskiem i że nikt mi za to nie zapłaci) łamię elementarne (powtarzalność pewnych słów nieprzypadkowa) zasady pisania.
Powinienem po napisaniu i wstępnym poprawieniu tekstu odstawić go co najmniej na kilka godzin lub dać do przeczytania komuś innemu (albo zrobić jedno i drugie), potem skrócić (jest taka angielska sentencja: "nie ma takiego tekstu, który nie zyskałby na wartości po skróceniu go o połowę"), a na końcu ostatecznie zredagować, jakby autorem był ktoś obcy (lub dać do zredagowania komuś innemu).
-
2010/02/19 19:35:28
@arscribendi

Uff! Odetchnąłem z ulgą.

Muszę przyznać, że moja wyobraźnia nie do końca była w stanie objąć "dyskwalifikację po migdałki, by nie rzec - po jądra". Chyba będę musiał zerknąć do sprawdzonego źródła.

Myślisz, że poradnia PWN z prof. Bańką na czele to właściwy adres?


@Dosmucacz

Pleonazmy - subtelność rozumiem. Wbrew pozorom, dociera do mnie większość tego, co czytam. W tekście z poradni widzę jednak nieśmiałe przyzwolenie na pleonazmy. Pomiędzy "tylko i wyłącznie" a "tylko" albo "wyłącznie" widzę różnicę. Subtelną. Nie w znaczeniu, a w stylu. Może prostacka to emfaza, ale jednak.

Żebyśmy mieli jasność - nie uważam "tylko i wyłącznie" za coś pięknego i szczególnie wartego popularyzacji. Cytując poradnię: akceptuję "tylko i wyłącznie" na mocy zwyczaju językowego. ;)

"Jak widać, że nie wszystko jest takie proste" - oczywiście, błąd - zmieniłem "okazuje się" na "jak widać". Na "że" nie starczyło siły.

"Przy pomocy" - poradnia.pwn.pl/lista.php?id=5867 . Jeszcze parę linków i Bańko przestanie być już nawet "facetem", a stanie się "gostkiem" albo innym "frajerem" ;). Z ciekawości - "przy pomocy" to według Ciebie błąd elementarny, czy może już nieco mniejszy kaliber?

Ciekawie opisałeś wysoko zawieszoną poprzeczkę i poprawianie tekstów. Naprawdę. Z jednej strony podziwiam, z drugiej współczuję. Jak sobie radzisz w codziennych rozmowach? Nie dokucza Ci taki perfekcjonizm? Nie masz dyskomfortu, że tu i ówdzie możesz się potknąć i na pewno się potykasz? Nawet jeśli nikt tego nie zauważy, Ty przecież będziesz miał świadomość wpadki...
-
2010/02/19 20:05:23
Dosmucacz - filigranistyka jako taka nie uwodzi mnie. Za to uwielbiam kopulację z autentyzmem. Stąd znak wodny jako desygnat kochanka / tu: Autentyzm/.
Przy nim - otwarcie ud kobiecej percepcji - będzie równaniem, którego wynik zawsze ma wymiar rozkoszy.
Infantylizmem byłoby zakładać, że Autentyzm to czuły, wielce subtelny kochanek.
Wręcz przeciwnie - lubuje się w stanowczych, często bolesnych pchnięciach. Jednak bez plonu stygmatów.
To nie jedwab, a pospolita bawełna służy przekłamaniom, szpetnej asekuracji, zachowawczym postawom.
Nektar Autentyzmu - no wiesz - ten finalny - zapładnia wiedzą. Kilka kropli na skraju ust użyźnia glebę optyki. Nigdy inaczej.
Onuce z głów? Poezja:-))))) Moje klimaty:-)

Poeciak - zbyteczne forsowanie wyobraźni, jeśli w dłoniach masz konkretyzację w postaci zwrotu - migdałki, jądra projektu. Wystarczające uściślenie.. rugujące niewłaściwe konotacje.
Bez potrzeby, bez mentalnie ogrzanej intencji - nigdy nie niepokoję ciał jamistych, tych - na południe od pępka:-)
-
2010/02/19 20:33:28
Olaboga! Co się tu dzieje!?

Natychmiast dodam jak najwięcej nowych wpisów, żeby te bezeceństwa zjechały jak najniżej!

A potem spokojnie sobie do nich wrócę. He he.
-
2010/02/21 14:16:58
Do Dosmucacza:
2. Która wypowiedź lepiej brzmi (zwłaszcza dosłownie, to znaczy głośno wymówiona): "Być może, że wcale nie wyjadę" czy "Być może, iż wcale nie wyjadę"?

Moim zdaniem obie wypowiedzi brzmią żle. Lepiej powiedzieć: Być moźe wcale nie wyjadę.
-
2010/03/05 21:46:18
ło Jezu - dosmucacz się chyba za mocno przejął rolą - "iż" jest najbardziej obciachowym słowem w języku polskim, a nadętym nie mniej niż jego obrońcy. Wolę napisać zdanie z pięcioma spójnikami "że", niż z jednym "iż"
-
2010/07/25 08:11:31
Hej.

Nie przeczytałem wszystkich komentarzy, ale sądzę, że (w ramach tego komentarza spójników będę używał intuicyjnie :P ) "że" i "iż" różnią się jednak znaczeniowo.

Przykład: "(hipo)teza, iż" brzmi moim zdaniem lepiej niż "(hipo)teza, że". Nie wiem dlaczego... Może "iż" zespaja wyrazy silniej niż "że", a w przypadku tego typu konstrukcji silne związanie wyrazów jest akurat pożądane. A może chodzi o to, że "że" jest często używane jako spójnik łączący części zdań złożonych (?), i w związku z tym słysząc je intuicyjnie oczekujemy, iż rozdzielać ono będzie jakieś człony rozbudowane składniowo, a kiedy okazuje się, że tak jednak wbrew naszym oczekiwaniom nie jest, czujemy się zagubieni?...

A może chodzi, jak ktoś powyżej zauważyłem, że wspomniał, o łatwość wymowy - może po samogłoskach ładniej brzmi "iż", a po spółgłoskach - "że"?...

:/
-
2013/08/08 20:12:37
nie rozumiem twojego behawioru :D
-
2014/03/23 12:53:35
aczkolwiek zdawaćby się mogło, iż przewlekłe wpływy infenterentyzmu działałyby hiperparboloicznie na substancje organiczne. Jednakże anastazja ta nie akumuluje powyższych asublimacji