|
Archiwum
Zakładki:
|
poniedziałek, 15 marca 2010
Słowa małżonek i małżonka wracają do łask. Czasami w złym kontekście. Nigdy nie powinniśmy ich używać do opisywania swojej drugiej połówki. Mój małżonek. ŹLE! (chyba, że chcemy zażartować) Mój mąż. DOBRZE! Małżonek i małżonka nie są słowami o charakterze neutralnym. Mają styl oficjalny. Mówiąc Pozdrowienia dla małżonki! jesteśmy uprzejmi i nieco bardziej zdystansowani, niż przy prostych Pozdrowieniach dla żony! Klasyczny przypadek użycia małżonka/małżonki to np.: Na przyjęcie przybył premier wraz z małżonką. Co ciekawe, dopuszczalne jest użycie słów współmałżonek/współmałżonka (ale znów: nie w stosunku do własnego męża lub własnej żony). W tym wypadku mamy jednak do czynienia ze stylem wybitnie urzędowym. Współmałżonek jest szczególnie przydatny urzędnikom, bo we wszelkich pismach i instrukcjach może oznaczać zarówno kobietę, jak i mężczyznę.
środa, 24 lutego 2010
Zarówno słowem plastik, jak i plastyk można opisać tworzywo sztuczne. Plastyk może być też artystą. Chyba właśnie ze względu na tę dwuznaczność dużo częściej, mówiąc o tworzywie, używamy słowa plastik. Nie potępiajmy jednak zbyt pochopnie ludzi np. za zabawki z plastyku.
poniedziałek, 22 lutego 2010
Tę czy tą? W narzędniku: Nie idź tą drogą. W bierniku: Wybieram tę drogę. Wybieram tą drogę dopuszcza się jako formę potoczną. Raczej w mowie niż piśmie. Ludzie dbający o język używają tę. Warto pamiętać, żeby nie przesadzać z hiperpoprawnością przy wymowie - "ę" wymówione ze zbyt silnie zakręconym i zaakcentowanym ogonkiem brzmi nieco pretensjonalnie.
piątek, 19 lutego 2010
Ubrać sweter. Brr. Brzmi koszmarnie. Formę tę uznaje się za regionalizm małopolski, pozostałość po zaborcach. Wszędzie poza Krakowem i okolicami ;) można ubrać się w sweter. Włożyć sweter. Ewentualnie założyć sweter. Ostatnia forma budzi pewne wątpliwości, niektóre słowniki ją odrzucają, inne akceptują ( http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=6196 ). Wydaje mi się, że z czasem będzie coraz odważniej wchodziła do polszczyzny oficjalnej. Choćby dlatego, że jest bardziej jednoznaczna od włożyć (ubranie można przecież włożyć do szuflady, walizki itd.). W podanym linku wyjaśnione są niuanse związane z różnicami pomiędzy wkładaniem i zakładaniem. Arscribendi, na Boga! Nie komentuj tego zdania! Na szczęście coraz rzadziej spotykamy w różnego rodzaju knajpach i restauracjach przeurocze "Czy życzy pan/pani...?". Zdania w stylu: Czy życzy pani coś do picia? Życzą państwo rachunek? to kuriozalne wykwity kultury... napisałbym "kelnerskiej", ale nie napiszę, bo to przecież porządny i godny szacunku fach. Nie wiem skąd to się wzięło. Brzmi nieporadnie, wręcz karykaturalnie, trochę jak z filmów Barei. Żeby nie było tak jednoznacznie antygastronomicznie, dodam tylko, że tego rodzaju językowe eksperymenty zdarza się oczywiście usłyszeć również w zupełnie innych sytuacjach. Najczęściej jednak chyba właśnie na linii "obsługa-klient". Może spece od obsługi klienta powinni wpisać krótki instruktaż językowy jako obowiązkowy punkt każdego szkolenia nowego pracownika? Pamiętajmy: Czy życzy sobie pani coś do picia? Życzą sobie państwo rachunek?
środa, 17 lutego 2010
Dwa słowa, których szczerze nienawidzę. Darzę je nienawiścią absolutnie szczerą i całkowicie bezinteresowną. iż i aczkolwiek Iż jest synonimem wspaniałego spójnika "że". Znaczy dokładnie to samo, ale poza znaczeniem wszystko ma od "że" gorsze. Iż jest pretensjonalne, książkowe i nadęte. Rzadko, bardzo rzadko spotyka się je w kontekście, który sprawia, że iż brzmi normalnie. Iż jako synonim "że" nie spełnia też podstawowej funkcji synonimu, tzn. iż nie da się dla urozmaicenia użyć w jednej wypowiedzi z "że". Tak jak robi się np. z "i" oraz "oraz". Przykład 1: Przykład 2: Jak to brzmi? No właśnie. Podsumowując, iż jest do niczego.
Aczkolwiek od biedy można zaakceptować w języku pisanym (wypada szczególnie dobrze w protokołach sądowych i pismach z urzędu skarbowego). Najczęściej lepiej używać po prostu: "chociaż", "choć", "ale", "jednak", "jednakże" itd. Do wyboru, do koloru. Z moich prywatnych obserwacji wynika, że aczkolwiek w języku mówionym stosują przede wszystkim ludzie, których można obrazowo opisać jako tych, którzy "wolą jazz od bułki z dżemem". Uważajcie na iż i aczkolwiek.
poniedziałek, 15 lutego 2010
Jednym z najczęstszych zgryzów językowych spotykanych w korespondencji internetowej jest pisownia skrótowca utworzonego od wyrazu postscriptum. Jak to pisać? PS? P.S? Ps? ps? "PS" to najbardziej klasyczna i akceptowana forma. Niektóre słowniki wspominają też o "P.S." jako formie dopuszczalnej. Nie powinniśmy pisać "ps", chyba że chodzi nam o jednostkę długości parsek. Teraz pojawia się pytanie, czy stosować po PS lub P.S. kropkę, dwukropek, a może zostawić bez żadnego znaku interpunkcyjnego. I tutaj pojawia się problem. Kiedyś, dawno temu, gdzieś wyczytałem, że o żadnych kropkach czy dwukropkach mowy nie ma. Czyli powinniśmy pisać tak: PS To jest właśnie postscriptum. Sprawdziłem to dzisiaj w poradni PWN. O ile dobrze zrozumiałem, według prof. Mirosława Bańki dopuszczalne są formy: PS. To jest postscriptum. "Niezależnie od wybranej pisowni skrótu potrzebny jest jakiś znak interpunkcyjny, który odzieli go od treści danego postscriptum" (źródło). Z cytowanego fragmentu wynikać by miało, że forma absolutnie bezkropkowa jest niedopuszczalna. Kłóci się to oczywiście z tym, czego mnie kiedyś uczono. Ech, aż strach się do tego postscriptum w ogóle dotykać. A Wy jak piszecie PS?
sobota, 13 lutego 2010
Na podstawie Waszych komentarzy (dzięki!) postanowiłem uruchomić cykl pt. "Przekręcamy wyrazy". Postaram się zebrać w jednym miejscu słowa, które sprawiają nam najwięcej problemów. Czekam na Wasze sugestie. Mam nadzieję, że uda się nam uzbierać nie tylko suche przykłady, ale też ciekawe historie z nimi związane. No to zaczynamy. Na początek Wasze przykłady: I coś ode mnie:
piątek, 12 lutego 2010
Trzeba powiedzieć sobie wprost: bynajmniej i przynajmniej to nie synonimy. Jeśli nie znamy znaczenia tych słów, po prostu ich nie używajmy. Inaczej wpadka gwarantowana. "Bynajmniej" użyć można np. tak: Nigdy nie używajmy "bynajmniej" zamiast "przynajmniej": Sam przyznam, że słowa "bynajmniej" nie używam w ogóle. Po prostu go nie czuję i boję się popełnić gafę. Ja się poddałem, ale gdyby ktoś chciał sobie ten jakże piękny wyraz przyswoić, polecam piosenkę Wojciecha Młynarskiego, w wykonaniu zespołu Raz Dwa Trzy (znalezione na Youtube, stąd dziwna grafika):
Polecam zresztą całą płytę Raz Dwa Trzy Młynarski.
czwartek, 11 lutego 2010
Tym razem wpis zainspirowany ostatnim komentarzem: Za katastrofę uważam fakt, że ostatnio gros publicznych (i nie tylko) osób uważa za stosowne używanie niepoprawnych form: "musicie Państwo...", "widzicie Państwo...", "zauważcie Państwo". Przecież to są błędy i świadczą o braku kultury, nie tylko językowej! Prostackie formy (błędy fleksyjne - użycie czasownika w drugiej osobie, zamiast w trzeciej) wdarły się na salony form grzecznościowych. Powinno być "muszą Państwo...", "widzą Państwo...", "proszę, aby Państwo zauważyli...". W związku z tym nie proszę: "reagujcie Państwo", ale proszę i apeluję aby Państwo reagowali na łamach tego blogu na prostackie formy grzecznościowe! napisał: wierszeosobliwe
Sprawa nie jest wcale taka prosta. Większość językoznawców dopuszcza obie formy, choć z pewnymi zastrzeżeniami. W skrócie: "wiecie Państwo" uznaje się za bardziej bezpośrednie i mniej formalne od "wiedzą Państwo". Nie będę zresztą na ten temat się wymądrzał, odeślę po prostu do źródeł: Dla porządku dodam, że według niektórych ekspertów "wiecie Państwo" to błąd, a w najlepszym wypadku forma potoczna i niespecjalnie godna stosowania. Moim zdaniem: lepiej "wiecie Państwo" niż "Państwo wie" czy "Państwo wią". ;) PS Jutro obiecany multimedialny wpis o bynajmniej/przynajmniej. |