Z językiem polskim robi się obecnie wszystko. Kaleczymy go na wszelkie możliwe sposoby. Czas powiedzieć sobie DOSYĆ! Ludzie, dbajcie o to, jak mówicie i piszecie!




sobota, 01 marca 2008

Błąd banalny i niesamowicie irytujący.

Wciąż często można usłyszeć "półtorej tysiąca", "półtorej kilograma", "półtorej chleba" itd.

Ludzie! Skąd się to bierze?! Przecież to bzdura i wstyd. Prosta analogia to "półtorej godziny"?

Oczywiście, powinniśmy używać magicznego liczebnika "półtora" zgodnie z rodzajem występującego tuż po nim rzeczowinika. Czyli mamy:

półtorej godziny, ale półtora tysiąca.

Ech. Aż się zdenerwowałem. ;) 

wtorek, 26 lutego 2008

No właśnie. Wymyśleć czy wymyślić?

Tylko i wyłącznie WYMYŚLIĆ!

Dlaczego wymyślić, skoro myśleć? I jak to zapamiętać? Można zastosować prostą sztuczkę. Odwołajmy się do przeszłości:

wymyśl - wymyśl
myśleć - myśl

To samo dotyczy też czasowników: obmyślić, zmyślić, namyślić czy zamyślić.

 

środa, 30 stycznia 2008

Właśnie. Polacy mają straszny problem z ilością i liczbą.

Dlaczego powinniśmy mówić "duża liczba widzów na trybunach", a nie "duża ilość widzów na trybunach"?

Sprawa niby prosta, ale wciąż pojawiają się błędy. W przypadku rzeczowników policzalnych (widzowie, komputery, zapałki, samochody itd.) mówimy o liczbie. W przypadku niepoliczalnych (woda, piasek, powietrze, energia itd.) używamy pojęcia ilości.

"Ilość widzów" to błąd dość popularny, może nie wyjątkowo rażący, ale jednak zdradzający pewną ignorancję językową. "Ilość widzów" brzmi trochę jak "masa widzów, "tłumy widzów". Być może podświadomie używając "ilości" chcemy w niektórych przypadkach podkreślać dużą skalę zjawiska, która czyni z policzalnych jednostek bezkształtną masę?

czwartek, 17 stycznia 2008

wlasnie tak wygladalyby wszystkie teksty w sieci gdyby wszyscy stosowali nowoczesne zasady luznej interpunkcji

ten tekst jest oczywiscie kompletnie nieczytelny ale taki styl pisania widzi sie coraz czesciej

przynajmniej staralem sie unikac bledow ortograficznych i dziwnej pisowni wiekszosci wyrazuff

najbardziej przerazajace jest to ze pisze tak coraz wiecej ludzi w sieci nawet tych wydawaloby sie powaznych

Trudno się to czyta, nieprawdaż? Szkoda, że tak wielu internautów nie potrafi inaczej.

piątek, 11 stycznia 2008

Dzisiaj wideo z krótkim cytatem dla zachęty:

Przede wszystkim, nie słucham polityków, bo już nie mogę tego słuchać




Tym wpisem zaczynamy serię "Jak mówią...". Będziemy w niej wytykali wpadki przeróżnym presonom udzielającym się publicznie. Na celowniku znajdą się przede wszystkim politycy, dziennikarze i artyści. Drżyjcie! 

20:15, poeciak , Inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 stycznia 2008

Błędy językowe w sieci to plaga. Czy w ogóle jest sens z nią walczyć? Moim skromnym zdaniem, warto przynajmniej próbować.

Pojawiają się różne opinie na temat błędów w internecie. Wciąż popularne jest ultraliberalne podejście "nieważne jak, ważne co piszemy", wynikające (pośrednio) z netykiety.

Przypomnę - w oryginale netykieta  z rezerwą podchodziła do wszelkich zabiegów mających na celu walkę o czystość języka.

Takie podejście jest zrozumiałe w przypadku języka angielskiego, którym posługują się miliony ludzi z całego świata. Wytykanie błędów popełnianych w tym języku można ewentualnie uznać za pewien rodzaj dyskryminacji. Osoby, dla których język Szekspira nie jest językiem ojczystym, mogłyby czuć się w pewien sposób poszkodowane w "międzynarodowych" dyskusjach.

Do tej pory wszystko jasne. Cudzoziemcom mówiącym niezgrabnie po polsku też staramy się wybaczać błędy, a jeśli ich upominamy, to wyrozumiale i z wyczuciem. W przypadku mowy ojczystej wypadałoby jednak wymagać od siebie więcej.

Żeby nie przynudzać, podam konkretne powody, dlaczego warto "wytykać"  błędy popełniane przez internautów:

1) Kontakt z błędami nas ogłupia. Jeśli dwieście razy przeczytamy "poszłem", w końcu sami zaczniemy tak pisać.
2) Rozsądnie poprawiony błąd np. na forum dyskusyjnym, wcale nie musi zakłócać rozmowy. Wystarczy, że zwrócimy uwagę z wyczuciem i bez niepotrzebnych wycieczek personalnych.
3) Poprawiając błąd, wyświadczamy błądzącemu przysługę. O ile w internecie wpadka językowa nie ponosi za sobą poważniejszych konsekwencji, to np. błędy ortograficzne w CV stają się problemem. Istnieje szansa, że raz poprawiony błąd nie powtórzy się.

Podsumowując: jeśli ktoś wytknie Twój błąd, nie denerwuj się. Raczej wypadałoby podziękować.

00:39, poeciak , Inne
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 31 grudnia 2007

Język używany na co dzień powinien przede wszystkim umożliwiać sprawną komunikację. Często do potocznej mowy wkradają się określenia, nad którymi niespecjalnie się zastanawiamy.

Ludzie mają tendencję do naśladownictwa. Często zdarza się, że pod wpływem chwilowej mody pewne słowa czy zwroty robią zawrotną karierę. Tak samo dzieje się z błędami.

Dość interesujący błąd, wskazujący na brak refleksji nad potocznym językiem, to: najmniejsza linia oporu.

Ci, którzy mówią iść po najmniejszej linii oporu sami nawet nie wiedzą, że tak naprawdę idą po linii najmniejszego oporu.

Właśnie tak! To opór może być przecież najmniejszy, a nie linia! Najmniejsza linia? Bez sensu...

Nie idźmy więc po linii najmniejszego oporu, mówiąc w sposób bezrefleksyjny. Od czasu do czasu warto zastanowić się nad sensem własnych słów.

niedziela, 30 grudnia 2007

Tym razem błąd nieco mniej rażący, ale coraz częstszy.

Wiele osób, szczególnie w oficjalnych sytuacjach, ma tendencje do używania języka "ambitnego". Język "ambitny" to język, który pozwala dowartościować się mówiącemu.

Jednym z przykładów użycia języka "ambitnego" jest pięknie brzmiące, choć całkowicie niepoprawne sformułowanie w każdym bądź razie.

W każdym bądź razie to dziwna zbitka w każdym razie i bądź co bądź.

Nie mówmy tak. Łączenie w każdym razie z bądź co bądź ma w sobie tyle dobrego smaku, co popiajnie śledzi oranżadą.

czwartek, 27 grudnia 2007

Pierwsze wrażenie to podstawa. Jeżeli na samym początku znajomości dopuścimy się błędu, zwykle trudno go potem naprawić.

Na pierwsze wrażenie składa się wiele czynników: mowa ciała, mimika, gestykulacja, głos itd. Ważne jest też to, co mówimy.

Coraz częściej z przerażeniem słyszę ludzi przedstawiających się kiepsko. Na przykład tak:

a) Zieliński Marek, miło mi.
b) moje nazwisko Kowalski Jerzy,

Co tu nie gra?
a) Po pierwsze, jeśli przedstawiamy się imieniem i nazwiskiem, to podajemy najpierw imię, potem nazwisko. Warto o tym pamiętać w cywilizowanych kręgach, nieskażonych groteskowymi, postpeerelowskimi (a może po prostu urzędniczymi) manierami.

b) Dodatkowo, warto pamiętać, że w większości przypadków "Jerzy" to imię, a nie część dwuczłonowego nazwiska - nazwisko "Kowalski Jerzy" nie ma zatem sensu.

środa, 26 grudnia 2007

Skoro zacząłem od problemu z latami, warto załatwić od razu miesiące.

Jaki dzień jest pierwszym dniem roku DWA TYSIĄCE ÓSMEGO? Pytanie, wbrew pozorom, nie należy do banalnych. Całkiem spora grupa Polaków nie zna na nie odpowiedzi. Do grupy tej, wbrew pozorom, zaliczają się nie tylko jednostki niepoczytalne i dzieci w wieku przedprzedszkolnym.

Na powyższe pytanie nadspodziewanie często otrzymamy całkowicie błędną odpowiedź "pierwszy styczeń". Dlaczego błedną? Wyjaśniać oczywiście nie muszę - czytelnicy niekalecz.blox.pl po prostu wiedzą, że mówi się "pierwszy stycznia".

Nowy rok zaczyna się pierwszego stycznia. Pierwszy stycznia to piękny dzień. Niech żyje pierwszy stycznia!

Kiedy możemy powiedzieć "pierwszy styczeń", "drugi styczeń"... "trzydziesty pierwszy styczeń"? Tylko wtedy, kiedy:

a) zbierzemy (za przeproszeniem) do kupy 31 egzemplarzy tego pięknego miesiąca, uszeregujemy w wybrany przez siebie sposób i każdemu przydzielimy stosowny numerek (od 1 do 31).
b) uważamy, że rok ma 31 miesięcy i każdy z nich nazywa się "styczeń".

Oba te przypadki są na tyle bezsensowne, że lepiej po prostu mówić poprawnie.