Z językiem polskim robi się obecnie wszystko. Kaleczymy go na wszelkie możliwe sposoby. Czas powiedzieć sobie DOSYĆ! Ludzie, dbajcie o to, jak mówicie i piszecie!




Błędy niebanalne

poniedziałek, 15 marca 2010

Słowa małżonek i małżonka wracają do łask.

Czasami w złym kontekście. Nigdy nie powinniśmy ich używać do opisywania swojej drugiej połówki.

Mój małżonek. ŹLE! (chyba, że chcemy zażartować)

Mój mąż. DOBRZE!

Małżonek i małżonka nie są słowami o charakterze neutralnym. Mają styl oficjalny. Mówiąc Pozdrowienia dla małżonki! jesteśmy uprzejmi i nieco bardziej zdystansowani, niż przy prostych Pozdrowieniach dla żony! Klasyczny przypadek użycia małżonka/małżonki to np.: Na przyjęcie przybył premier wraz z małżonką.

Co ciekawe, dopuszczalne jest użycie słów współmałżonek/współmałżonka (ale znów: nie w stosunku do własnego męża lub własnej żony). W tym wypadku mamy jednak do czynienia ze stylem wybitnie urzędowym. Współmałżonek jest szczególnie przydatny urzędnikom, bo we wszelkich pismach i instrukcjach może oznaczać zarówno kobietę, jak i mężczyznę.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Jednym z najczęstszych zgryzów językowych spotykanych w korespondencji internetowej jest pisownia skrótowca utworzonego od wyrazu postscriptum. Jak to pisać? PS? P.S? Ps? ps?

"PS" to najbardziej klasyczna i akceptowana forma. Niektóre słowniki wspominają też o "P.S." jako formie dopuszczalnej.

Nie powinniśmy pisać "ps", chyba że chodzi nam o jednostkę długości parsek.

Teraz pojawia się pytanie, czy stosować po PS lub P.S. kropkę, dwukropek, a może zostawić bez żadnego znaku interpunkcyjnego. I tutaj pojawia się problem. Kiedyś, dawno temu, gdzieś wyczytałem, że o żadnych kropkach czy dwukropkach mowy nie ma. Czyli powinniśmy pisać tak:

PS To jest właśnie postscriptum.

Sprawdziłem to dzisiaj w poradni PWN. O ile dobrze zrozumiałem, według prof. Mirosława Bańki dopuszczalne są formy:

PS. To jest postscriptum.
PS: To jest postscriptum.
P.S. To jest postscriptum.
P.S.: To jest postscriptum.

"Niezależnie od wybranej pisowni skrótu potrzebny jest jakiś znak interpunkcyjny, który odzieli go od treści danego postscriptum" (źródło). Z cytowanego fragmentu wynikać by miało, że forma absolutnie bezkropkowa jest niedopuszczalna. Kłóci się to oczywiście z tym, czego mnie kiedyś uczono. Ech, aż strach się do tego postscriptum w ogóle dotykać.

A Wy jak piszecie PS?

czwartek, 11 lutego 2010

Tym razem wpis zainspirowany ostatnim komentarzem:

Za katastrofę uważam fakt, że ostatnio gros publicznych (i nie tylko) osób uważa za stosowne używanie niepoprawnych form: "musicie Państwo...", "widzicie Państwo...", "zauważcie Państwo". Przecież to są błędy i świadczą o braku kultury, nie tylko językowej! Prostackie formy (błędy fleksyjne - użycie czasownika w drugiej osobie, zamiast w trzeciej) wdarły się na salony form grzecznościowych. Powinno być "muszą Państwo...", "widzą Państwo...", "proszę, aby Państwo zauważyli...". W związku z tym nie proszę: "reagujcie Państwo", ale proszę i apeluję aby Państwo reagowali na łamach tego blogu na prostackie formy grzecznościowe!

napisał: wierszeosobliwe

 

Sprawa nie jest wcale taka prosta. Większość językoznawców dopuszcza obie formy, choć z pewnymi zastrzeżeniami. W skrócie: "wiecie Państwo" uznaje się za bardziej bezpośrednie i mniej formalne od "wiedzą Państwo". Nie będę zresztą na ten temat się wymądrzał, odeślę po prostu do źródeł:
http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=9505 ,
http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10223 .

Dla porządku dodam, że według niektórych ekspertów "wiecie Państwo" to błąd, a w najlepszym wypadku forma potoczna i niespecjalnie godna stosowania.

Moim zdaniem: lepiej "wiecie Państwo" niż "Państwo wie" czy "Państwo wią". ;)


PS Jutro obiecany multimedialny wpis o bynajmniej/przynajmniej.

poniedziałek, 08 lutego 2010

Uwielbiamy zapożyczenia z języków obcych. O ile zachowujemy zdrowy rozsądek, nie ma w tym nic złego. W mniejszym lub większym stopniu języki obce od zawsze kształtowały naszą ojczystą mowę. Kiedyś łacina, włoski (stąd makaronizmy), francuski, rosyjski, niemiecki, teraz przede wszystkim angielski (hamburgeryzmy?).

Problem pojawia się, kiedy wzorce z zagranicy kopiujemy w sposób karykaturalny. Najczęściej używamy dziwnych, obco brzmiących określeń, które mają przecież swoje polskie, nierzadko bardzo piękne odpowiedniki.

Czasami kopiujemy z błędami. Jedna z najczęstszych tego rodzaju pomyłek to modne ostatnio stwierdzenie "No comments". Problem polega na tym, że przy odmawianiu komentarza powinno to być tylko i wyłącznie "No comment".
(
http://en.wikipedia.org/wiki/No_comment)

Cóż, po prostu kolejny przykład na nieporadne użycie języka spowodowane chęcią zabłyśnięcia inteligencją i humorem. Rada nr 1: używajmy tylko takich słów i określeń, które mamy dobrze opanowane. Rada nr 2: polskie "bez komentarza" brzmi równie efektownie.

poniedziałek, 28 kwietnia 2008

Tym razem krótka notka na temat rejestrów językowych. Czym jest rejestr językowy? Bez wdawania się w niepotrzebne teoretyzowanie - w określonych sytuacjach powinniśmy używać określonego języka - dotyczy to zarówno słownictwa, stylu, intonacji itd. Dotyczy to zarówno języka mówionego, jak i pisanego.

Stosowanie odpowieniego rejestru językowego to właśnie dopasowanie języka do danej sytuacji.

Kiedy brakuje dopasowania, nasz język brzmi w najlepszym razie zabawnie, a z reguły po prostu bardzo niezręcznie.

Niedopasowanie rejestru może mieć różne powody. Z reguły błąd ten dotyka osób ogólnie mało uświadomionych językowo, zdarza się także często wtedy, kiedy musimy posługiwać się rejestrem, w którym nie czujemy się pewnie.

Kilka przykładów:
a) przyszłem wcześniej, gdyż nie miałem co robić - barejowskie połączenie prostego błędu (jak najbardziej naturalnego w ustach prostego chłopa) z próbą błyśnięcia językiem wyższym ("gdyż"),
b) moi drodzy, czy zechcielibyście mnie poczęstować papierosem - wypowiedziane pod budką z piwem do stałych bywalców tejże budki.
c) klientów uprasza się o nieoperanie się na ladzie - kiedy chcemy być uprzejmi i jednocześnie w miarę oficjalni, może z tego wyjść koszmar. Przykład z okolic sklepowo-urzędniczych, niestety wciąż żywy.

wtorek, 26 lutego 2008

No właśnie. Wymyśleć czy wymyślić?

Tylko i wyłącznie WYMYŚLIĆ!

Dlaczego wymyślić, skoro myśleć? I jak to zapamiętać? Można zastosować prostą sztuczkę. Odwołajmy się do przeszłości:

wymyśl - wymyśl
myśleć - myśl

To samo dotyczy też czasowników: obmyślić, zmyślić, namyślić czy zamyślić.

 

środa, 30 stycznia 2008

Właśnie. Polacy mają straszny problem z ilością i liczbą.

Dlaczego powinniśmy mówić "duża liczba widzów na trybunach", a nie "duża ilość widzów na trybunach"?

Sprawa niby prosta, ale wciąż pojawiają się błędy. W przypadku rzeczowników policzalnych (widzowie, komputery, zapałki, samochody itd.) mówimy o liczbie. W przypadku niepoliczalnych (woda, piasek, powietrze, energia itd.) używamy pojęcia ilości.

"Ilość widzów" to błąd dość popularny, może nie wyjątkowo rażący, ale jednak zdradzający pewną ignorancję językową. "Ilość widzów" brzmi trochę jak "masa widzów, "tłumy widzów". Być może podświadomie używając "ilości" chcemy w niektórych przypadkach podkreślać dużą skalę zjawiska, która czyni z policzalnych jednostek bezkształtną masę?

poniedziałek, 31 grudnia 2007

Język używany na co dzień powinien przede wszystkim umożliwiać sprawną komunikację. Często do potocznej mowy wkradają się określenia, nad którymi niespecjalnie się zastanawiamy.

Ludzie mają tendencję do naśladownictwa. Często zdarza się, że pod wpływem chwilowej mody pewne słowa czy zwroty robią zawrotną karierę. Tak samo dzieje się z błędami.

Dość interesujący błąd, wskazujący na brak refleksji nad potocznym językiem, to: najmniejsza linia oporu.

Ci, którzy mówią iść po najmniejszej linii oporu sami nawet nie wiedzą, że tak naprawdę idą po linii najmniejszego oporu.

Właśnie tak! To opór może być przecież najmniejszy, a nie linia! Najmniejsza linia? Bez sensu...

Nie idźmy więc po linii najmniejszego oporu, mówiąc w sposób bezrefleksyjny. Od czasu do czasu warto zastanowić się nad sensem własnych słów.